wtorek, 5 marca 2013

(Nie)Sprawiedliwi piłki

fot. Kazek K. (wisla.krakow.pl)

   Sędziowie. Rozjemcy sporów między piłkarzami. Jakby nie było ich na boisku, to tak jakby kogoś lub czegoś brakowało, jakby w piłce nożnej grano bez piłki. Ludzie prawie tacy sami jak my, z tą różnicą, że od ich decyzji zależą nie, kiedy wyniki meczy. Jak wiadomo, człowiek jest istotą omylną, tak samo sędziowie. Niektórzy z nich mylą się nazbyt często, wypaczając niemal całe mecze.

   Sędziowie w Polsce są różnie oceniani. Spora część z nich raczej słabo. W zasadzie na palcach jednej ręki, można wymienić tych, którzy rzadko się mylą, i generalnie odczucie do nich jest pozytywne. Wg. mnie jedynie 2 sędziów w Ekstraklasie jest godnych tej jakże pięknej funkcji, panowie Hubert Siejewicz i Tomasz Musiał. Widać, że oni dwaj panują na boisku, czują grę (w szczególności p. Musiał, którego duża część rodziny jest związana z krakowską Wisłą, a i sam też w wieku juniorskim trenował w niej), naprawdę przyjemnie ogląda się mecze sędziowane przez tych panów. Oczywiście nawet oni czasami się mylą, ale nie tak jak niektórzy. Niestety, mimo, że są najlepsi w naszym pięknym kraju, nie są sędziami międzynarodowymi (Musiał, to jeszcze za mało doświadczenia miał).

   A kto z naszych sędziów jest: policjant Małek, ledwo znający podstawy angielskiego, często posiłkujący się, jednym z asystentów w meczach o europejskie puchary (dzięki Ci panie, że ja jakiś czas – oby jak najdłuższy – mamy go z głowy, Paweł Gil, i Marcin Borski. Z tym ostatnim wiąże się ciekawa historia sprzed kilku lat, a mianowicie w każdym meczu sędziowie są oceniani przez wyznaczonych obserwatorów, tak, aby było wiadomo, kogo na koniec meczu zdegradować, a kogo awansować klasę wyżej. Wspomniane parę lat temu sędzia Borski, miał jedną z najniższych średnich not w 1 lidze (obecnej ekstraklasie) i normalnie spadłby o klasę niższej. Niestety, ktoś się „pomylił” niby przy obliczaniu średniej noty, na korzyć pana Marcina i ostatecznie spadł ktoś inny. Nie byłoby nic dziwnego (nawet jak na tamten PZPN), gdyby nie fakt, że matka pana sędziego pracowała (i chyba nawet pracuje nadal) w OZPN (lub PZPN-ie, już pamięć nie ta J).

   Dzięki takiemu obrotowi spraw, mamy teraz babole sędziowskie, co i rusz. Najnowszy przykład, mecz Wisła – Podbeskidzie i nie podyktowanie karnego za faul na Boguskim. Inną sprawą jest to, że Borski podjął dobrą decyzję, jednak za namową sędziego dodatkowego, który został wprowadzony, przez FIFĘ, żeby uniknąć takich sytuacji, zmienił decyzję (kibice Wisły upatrują tutaj celowości w odebraniu karnego po tym, jak odkryli na profilu na Facebooku, tego sędziego, kliknięcia „lubię to” na profilu Legii Warszawa).
Na szczęście osoby decyzyjne w Wydziale Sędziowskim powoli idą po rozum do głowy, czego dowodem jest odsunięcie od prowadzenia meczy Ekstraklasy Adama Lyczmańskiego wraz z 2 innymi sędziami w przerwie zimowej, który kompletnie nie sprawdzali się w swojej roli. W przypadku pana Adama, jako oficjalny powód, zostało podane, że nie radzi sobie psychicznie z meczami na takim poziomie.  Mnie osobiście wydawało się, że sędziowie niemal jak tylko będą sędziować trochę poważniejsze mecze jak orliki czy juniorzy (a i przy tych bym polemizował), są przyzwyczajani do prowadzenia meczy pod presją. Często słyszałem, jak to na boiskach A-klasy czy B-klasy, jak sędzia źle gwizdał dla gospodarzy (a przynajmniej w ocenie ichniejszych kibiców) to musiał być eskortowany do szatni, a potem do jakiegokolwiek transportu przez służby porządkowe (pecha miał sędzia, jak takich służb porządkowych nie było, wtedy czekaj aż kibice się rozejdą). Czy właśnie na meczach ligi juniorów niekiedy młodzież grająca, miała podobną liczbę epitetów, rzucanych na sędziego, co ich rodzice oglądający spotkanie z trybun boiska.

   Błędne decyzje sędziego to oczywiście nie tylko domena Polaków, bo i na wielkich imprezach sportowych sędziowie popełniają poważne błędy. Słynny Norweg Osverbo, prowadzący mecz rewanżowy między Chelsea, a Barceloną, czy Urugwajczyk Jorge Larrionda, który nie uznał bramki dla Anglików w 1/8 finału podczas mundialu w RPA z Niemcami, mimo iż piłka przekroczyła linię bramkową o dobry metr. W kontekście afery, jaka wybuchał w związku z ustawianiem meczy przez azjatyckich biznesmenów i wygrywania wielkich pieniędzy u tamtejszych bukmacherów, na takie błędy w światowej piłce powinniśmy być bardziej wyczuleni, mając też sami doświadczenia z ustawianiem meczy.

   Efektem tych błędów, ma być wprowadzenie nowych technologii do światowego futbolu, „GoalRef” czy „HawkEye”. Moim zdaniem, dobry krok w kierunku możliwie jak największego wyeliminowania pomyłek w trakcie zawodów, jednakże lepszym pomysłem byłoby wprowadzenie jednego dodatkowego sędziego (zamiast tych przy bramkach), który miały możliwość obejrzenia powtórki zagrania (tak jak to mam miejsce w tenisie chociażby) i przekazania sędziemu głównemu jego opinii. I co najlepsze w przypadku takich sędziów, nie byłoby w zasadzie ograniczeń wiekowych, czy problemów związanych z kondycją, bo byłaby to praca „przy biurku”, coś na zasadzie jak to czyni pan Sławomir Stempniewski w Lidze+Ekstra, tylko, że odbywałoby się to w trakcie meczu. Nie mówię też oczywiście, żeby każdą sytuację oceniał ten sędzia, ze spalonymi włącznie. Chodzi mi bardziej o te krytyczne, coś jak właśnie w sytuacji z Boguskim czy w przypadku bramki dla Anglików, kiedy od tej decyzji może zależeć cały wynik meczu, a ocena akcji jest różna przez sędziego głównego, jak i asystenta. Drugą kwestią mojego pomysłu, byłoby wprowadzenie tego pomysłu w życie, bo wiadomo, na takie coś nie stać byłoby klubów z IV czy V ligi + ekwiwalent dla takiego sędziego. Sądzę jednak, że przynajmniej na poziomie Ekstraklasy i I ligi powinno coś takiego istnieć, w szczególności na tych nowocześniejszych stadionach. Oczywiście, jakby na niższych ligach takie cos występowało, byłoby dobrze przyjmowane. W przypadku biedniejszych klubów, można byłoby prosić o małe „dofinansowanie” na ten cel ze strony PZPN ’u lub OZPN’u, w celu rozwoju poziomu sportu.

   Na temat sędziowania meczy można pisać i pisać, w końcu jak wiadomo, będąc przed telewizorem każdy Kowalski może zostać sędzią, czy piłkarzem, „bo on by to inaczej zagrał” „on by tej żółtej kartki nie dał”. Myślę jednak, że kwestie sędziów na razie zostawimy. Poziomu sędziowania i tak nie zmienimy, muszą się zająć tym Okręgowe Związki Piłki Nożnej i oby było coraz lepiej, tak jak to jest z WS na szczeblu centralnym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz